Poniedziałek, 6 maja 2019

von Mikolaj Trzeciecki / am 13.05.2019 / in Ogolne

Dziś wstajemy wcześnie, bo przed nami daleka droga. Według locji mamy 60 mil do Vitte na wyspie Chycina, a jeszcze dalej do jakiegokolwiek portu na Rugii. Silny wiatr zachodni pcha nas jednak szybko, niekiedy osiągamy nawet 8 węzłów. Przy pełnym kursie siła wiatru nie daje się tak bardzo odczuć.

Czasem pokazuje się nawet słońce i człowiek może uwierzyć, że to maj. Inni żeglarze w to jednak najwyraźniej nie wierzą i żeglujemy sami. Naprawdę sami? Oto pomiędzy falami widzimy nagle płetwy – to delfiny! A raczej ich krewni, morświny – lecz zachowują się zupełnie jak te bardziej towarzyskie ssaki morskie: gonią za jachtem, tuż obok niego nurkują synchronicznie trójkami, potem robią kółka wokół jachtu, wreszcie pozują coś w rodzaju szarży z boku na jacht. Przez cały ten czas obserwują nas. Ta zabawa trwa prawie godzinę, aż nie osiągniemy Darser Ort.

Po minięciu tego przylądka widzimy na horyzoncie jakieś wybrzeże y wyraźnym klifem. Czyżby to nasz cel, wyspa Chycina? Dopiero parę godzin później to się potwierdza, gdy już widać wyraźnie latarnię morską na północnym cyplu, zwaną Dornbusch. Jeszcze jest jasno i latarnia się nie świeci, lecz jej wygląd też jest narysowany na mapie.

Po minięciu tego północnego cypla zmieniamy kurs na południowy aby wejść w farwater pomiędzy Chyciną a Rugią. Teraz żeglujemy półwiatrem i po raz pierwszy dzisiaj czujemy pełną siłę wiatru. Przynajmniej jesteśmy zasłonięci od fal i możemy spokojnie zrzucić żagle, i płyniemy farwaterem na silniku. Wiatr usiłuje nas zepchnąć i tak na mielizny, które tylko czyhają tuż obok. Nawigujemy bardzo ostrożnie z mapą w ręku. Tymczasem robi się ciemno i boje stają się ledwo widoczne – ale pomaga nam nabieżnik miasta Vitte. Przez jakiś czas pomaga nam to znacznie, jednak my nie płyniemy do portu miejskiego, tylko do jachtowego zwanego Langeort. Farwater tam zupełnie nie jest oświetlony, tylko wyznaczony prowizorycznymi bojami. Widać je tylko dlatego, że woda jest tu tak spokojna.

Wreszcie docieramy do mariny Langeort. Jest ona prawie pusta. Po całym dniu trudnego żeglowania nie mamy ochoty na żadne cuda i ustawiamy się wzdłuż kei, w poprzek boksów – pustych wszak. Bosman portu – obecny mimo późnej pory – akceptuje to jako rozwiązanie tymczasowe.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.