Piątek i sobota, 9 i 10.05.2019

von Mikolaj Trzeciecki am 24.05.2019 / in Ogolne

Specjalista od silników, pan Benjamin Blohm, przychodzi punktualnie i zabiera pompę do zespawania. Myśmy jeszcze się na dobre nie rozpędzili ze śniadaniem, a on już jest z powrotem z pompą gotową do zamontowania. Po jej zamontowaniu wychodzimy w morze.

\/p|

Pogoda jest dziś niełaskawa – mamy pod wiatr. Na halsowanie jest mało miejsca, pomiędzy Darser Ort, fermą wiatraków i statkiem do prac przy kablu podwodnym „Topaz” jest mało miejsca. Aby uzyskać trochę wysokości, płyniemy najpierw długo na silniku, potem żeglujemy ostro na wiatr. Łódka płynie y prędkością 6 węzłów przez wodę, co się przekłada na jedyne 3 węzły w odpowiednim kierunku.

Dopiero po minięciu Darser Ort możemy się trochę odprężyć. Odpadamy od wiatru, luzujemy żagle – grot nawet bardziej, bo zarefowana genua i tak źle stoi na ostrych kursach – łódka się prostuje i nabiera prędkości.

Już się ściemnia, gdy docieramy do ujścia Warnawy. Nie mamy ochoty na nocne cumowanie na naszym nowym miejscu, które do tego jest dość eksponowane od wiatru zachodniego, zatem decydujemy się na wejście do portu Hohe Duene. Z trudem rozpoznajemy światła na główkach portu wśród feerii innych świateł. Zrzucamy wcześnie żagle, aby mieć miejsce na inne manewry, męczymy się na rozpędzonej fali przez ostatnie minuty. Gdy mamy zamiar wpłynąć pomiędzy główki falochronu, w ostatnim momencie spostrzegamy dalby wbite w dno przed tymi główkami. To już jednak ostatnia atrakcja dzisiaj, spokojnie dokujemy w tym samym miejscu co przed paroma dniami.

Następnego dnia wysypiamy się i rozpoczynamy ostatni odcinek rejsu – w górę rzeki do naszego miejsca letniego postoju w Jachtklubie YCW. Przybywamy tam prosto na grilla otwierającego nowy sezon żeglarski. Przy winku i przy grillu poznajemy ludzi, który będą odtąd naszymi sąsiadami w sezonie, i opowieściami żeglarskimi kończymy pierwszy rejs sezonu.

Na Warnawie

Jaki on był, ten pierwszy rejs? Jednym słowem „zimny”. Musieliśmy się przebijać pod falę oraz wiatr zimniejszy niż ten, który mieli odważni koledzy żeglujący w lutym. Codziennie też pojawiały się nowe wpisy na mojej liście problemów technicznych. Jednak spojrzenia i komentarze członków klubu „o, byliście już na Chycinie” są pewną nagrodą za trudy.

Agnieszka zdążyła na koncert

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.