Hesnaes – Rödvig

von Mikolaj Trzeciecki am 23.07.2019 / in Ogolne

Sobota, 01.06

W porcie Hesnaes spędzamy całą sobotę, aby zwiedzić okolicę rowerami. Przy okazji dokonujemy zakupów w miasteczku Horbelev. Po drodze można obejrzeć ruiny zamku wśród soczystej przyrody.

Po południu spędzamy czas z naszymi nowymi znajomymi, najpierw w ich camperze, potem u nas na jachcie. Nasze doświadczenia są rzeczywiście dość podobne, z różnic zaś wymienić trzeba naszą zasadniczą zależność od pogody, natomiast oni muszą się bardzo ograniczać co do wagi przedmiotów zabieranych ze sobą.

Wieczorem wpływa do portu flotylla jachtów z jakiegoś klubu. Wiatr się zwiększył i stał bardzo porywisty, więc manewry portowe stają się trudne, jednak doświadczeni żeglarze radzą sobie. Ale 11 łódek sprawia, że port jest pełny a urządzenia sanitarne przeciążone.

Na samym końcu wpływa do portu małe Hallberg-Rassy 29. Teraz wieje już szóstka, więc obserwujemy manewry z niepokojem. W porcie zaś jest już tylko jedno miejsce wolne – za to tuż przy falochronie, który zapewnia też osłonę od wiatru, więc cumowanie małego jachtu przebiega pomyślnie.

Niedziela, 02.06

Nie znaleźliśmy żadnego nabożeństwa w pobliżu, przygotowujemy się zatem do wypłynięcia z samego rana. Nagle dobiega nas okrzyk: „hej, wy jesteście Agnieszka i Mikołaj!” To załoga małego Hallberg-Rassy – to są Annette i Martin, znamy ich z naszego ostatniego rejsu czarterowego przed dwoma laty. Oni też lubią klasyczne łódki i teraz podziwiają naszą Windę. Długo jednak nie możemy rozmawiać, dzisiaj trzeba nam żeglować, i to w rozbieżne kierunki – oni płyną do Warnowujścia.

My jednak chcemy na północ. Rozważaliśmy przepłynięcie przez Grönsund na obszar Smäland, ale tam wybiera się flotylla, więc my nie. Czyli do Rödvig. W tym celu musimy najpierw pod wiatr opłynąć wyspę Mön. Wstyd przyznać, ale nie chce się nam halsować i robimy dieselgrota przez godzinę. Potem nabraliśmy już wystarczająco „wysokości”, aby pożeglować ostro na wiatr wzdłuż klifów Mön, a po nich już spokojnie odpadamy i płyniemy prosto na Rödvig. Do portu docieramy po dłuższym raczej nudnym żeglowaniu – teraz zaczyna się stres z szukaniem miejsca. Wyboru właściwie nie mamy, bo do basenu żaglówkowego się nie zmieścimy – musimy longside, zajmujemy ostatnie miejsce wzdłuż falochronu, przy samym wejściu.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.