Zakończenie sezonu – wrzesien 2020

von Mikolaj Trzeciecki am 21.12.2020 / in Ogolne

Urlop, który planowałem w styczniu tymczasowo, nie znając jeszcze planów artystycznych Agnieszki, jest w tym roku nieprzekładalny, więc okazuje się, że jej terminy wypadają w drugim tygodniu naszego drugiego urlopu. Będzie więc musiała wrócić z łódki do domu wcześniej, co z kolei oznacza że nie odbędziemy rodzinnego rejsu dłuższego niż kilka dni.

Rzeczywiście, ze względu na wiatry, pogodę, i inne czynniki przeszkadzające zwykle w realizacji planów żeglarskich, udało nam się wyrwać na dwa dni do Haesnes i z powrotem. Przyjemny przelot bez specjalnych atrakcji.

Następnie Anieszka pojechała do Bawarii, a Mieszko i ja zostaliśmy na łódce. Od czwartku, 10. września, pomagaliśmy przy regatach organizowanych przez nasz klub. Były to jedne z eliminacji do niemieckiej kadry olimpijskiej 420-tek, szybkich łodzi dwuosobowych. Przy tej pracy dla klubu zeszło się nam do niedzieli, zaś potem popłynęliśmy na północ. Doszliśmy do Gedser krótko po zachodzie słońca, a w poniedziałek, 14. września spędziliśmy tam dzień portowy, zbierając odwagę na przelot nieznanym nam do tej pory Guldborgsundem do Nyköbing. Guldborgsund to płytka cieśnina oddzielająca duńskie wyspy Lolland i Falster, firmy czarterowe odradzają pływanie tamtędy. Jednak we wtorek rano, dowiedziawszy się o poziommie wody, zdecydowaliśmy się na przejście. Krętym i kiepsko oznaczonym torem wodnym, wlepiając wzrok w głębokościomierz, doszliśmy do mostu zwodzonego w Nyköbing. Poczekawszy parę minut, aż się otworzy specjanie dla nas, przeszliśmy na jego północną stronę i zacumowaliśmy w marinie.

Środę 16. września spędziliśmy zwiedzając Nyköbing. Bardzo urokliwe miasteczko, do którego chętnie wrócimy. We czwartek 17. września rozpoczęliśmy powrót, tym razem Guldborgsund wydał nam się mniej straszny, przebyliśmy go żwawo z wiatrem. Zostawiając Gedser na boku, doszliśmy spokojnie do Hohe Düne. Tam przenocowaliśmy. W piątek rano zatankowaliśmy, aby łódka miała pełny bak na zimę, i popłynęliśmy do naszej ferajny. Tak zakończył się nasz ostatni rejs 2020.

Za następnym pobytem zdjąłem maszt, przgotowałem kozioł pod łódkę, a następnie we wspólnej akcji całej ferajny wszystkie łódki zostały wyciągnięte dźwigiem z wody i postawione na swoich kozłach. To była przygoda sama w sobie, której jednak nie będziemy tutaj opisywać.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.