Płyniemy w nieznane

von Mikolaj Trzeciecki am 16.11.2021 / in Ogolne

Czwartek 12. sierpnia

Długo rozważaliśmy, jak dalej płynąć. Z jednej strony, można by popłynąć wzdłuż wybrzeża Hanköbukten z zamiarem dotarcia do Karlskrony. Miałoby to tę zaletę, że zobaczylibyśmy wreszcie szkiery, a Karlskrona zdaje się być ciekawym miejscem, wartym zwiedzenia. Przewodnik/Locja bardzo to rozwiązanie poleca. Poza tym po drodze znajduje się dużo portów, do których możemy zawinąć, jeżeli Karlskrona nie wyjdzie.. Z drugiej strony, nie mam ochoty zużywać czasu na tak wczesnym etapie naszej wyprawy – może go nam zabraknąć pod koniec. Zostawiamy więc Zatokę Hanö po lewej burcie i żeglujemy prosto na zachód, na Utklippan.


Utklippan i okolice

Utklippan jest ciekawym portem. Leży on pomiędzy dwiema wyspami i cieśnina pomiędzy nimi tworzy dwa wejścia, zachodnie (do którego zmierzamy) i wschodnie. W ten sposób można wchodzić do portu przy każdym wietrze, zawsze znajdzie się wejście osłonięte przed falą. Tak więc, teoretycznie, dziś powinniśmy wyspy te opłynąć i wejść od wschodu. Ale. Do Utklippan wejść musimy za dnia. Locja stanowczo odradza wchodzenie do tego wąskiego portu nocą, zwłaszcza że przed oboma wejściami są kamienne płycizny. Te od wschodniej strony nawet bardziej wredne, bo nie wystają nad wodę. Do tego, wchodząc od wschodniej strony wieczorem, będziemy mieli słońce prosto w oczy. Liczę więc na to, że fala nie podniesie się do wieczora na tyle, aby znacząco utrudnić nam wejście od zachodu.


Spokój na pokładzie i pod nim.

Gdy jednak wychodzimy z portu Simrishamn, morze jest gładkie jak stół. My jednak nie możemy czekać aż wiatr się wzmoże, bo mil mamy przed sobą sporo. Zresztą wiatr przy którym nasza łódka może płynąć przychodzi dopiero po drugiej po południu, do tego czasu nasz silnik pracowicie przesunął nas już ponad 20 mil bliżej celu. Jednak zadowoleni jesteśmy, że teraz możemy w ciszy pożeglować, nie tracąc prędkości.


Przed dziobem – Utklippan

Wreszcie przed dziobem pojawia się latarnia morska Utklippan, teraz trzeba się zastanowić, od której strony wchodzimy. Fala bowiem się podniosła do prawie półtora metra, jednak idzie ona z południowego zachodu, od tej strony zachodnie wejście jest nieco osłonięte małymi szkierami. Je tylko trzeba ostrożnie opłynąć. To powoduje pewne dyskusje, bo nie bardzo widać, co jest osobnym szkierem, a co jest występem skalnym wyspy Utklippan pełniącym rolę falochronu. Jednak wreszcie udaje nam się wejść i w wyjątkowo wąskim basenie portowym wykręcić i zacumować, po przejściu w sumie 52 mil dzisiaj. Mimo późnej pory – po dziewiątej – nawet zwiedziliśmy północną wyspę Utklippanu. Na południową trzeba by się przeprawić osobną łódeczką, więc darowaliśmy sobie to.


Wieczorem na Utklippan

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.